Prawa autorskie

Wszystkie rękodzieła, wzory, opisy, projekty oraz inne zdjęcia zamieszczone w tym blogu, są mojego autorstwa i stanowią moją własność (chyba, że wyraźnie zaznaczę inaczej), w związku z czym ich kopiowanie, publikowanie (w całości lub w części), czy też wykorzystywanie w jakikolwiek inny sposób bez mojej zgody jest zabronione, gdyż stanowi naruszenie praw autorskich (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83). Ar_nika-(-@

poniedziałek, 27 maja 2013

Post postkomunijny ;-)

Zniknęłam na dwa tygodnie z blogowego świata, ale to nie znaczy, że niczego nie tworzyłam. Wręcz przeciwnie: bardzo intensywnie zarywałam noce (aż do tej ostatniej - z soboty na niedzielę...) pracując nad prezentem dla kuzynki, która wczoraj przystępowała do Pierwszej Komunii. W tym celu wróciłam do dawno zaniechanego haftu krzyżykowego. I tak powstał modlący się aniołek... Muszę przyznać, że po raz pierwszy zmierzyłam się z czarnymi konturami do krzyżyków i efekt przerósł moje oczekiwania :-) Obdarowana i jej mama też były zadowolone, a to najważniejsze :-)

Na pierwszym zdjęciu jeszcze w stanie surowym i bez aureolki, której braku dopatrzyłam się dopiero po odprasowaniu robótki...


 A tu już oprawiony i z dedykacją dla głównej bohaterki uroczystości.


Na koniec jeszcze kilka klimatycznych fotografii dworku, w którym odbywało się przyjęcie... 
Tak budynek wygląda obecnie:


...a takim pamiętam go z czasów, kiedy jako dziecko jeździłam na wakacje do babci. Nowi właściciele uwiecznili ten widok na ściennym malowidle w głównym holu. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić ile wysiłku włożyli w przywrócenie tej ruinie dawnej świetności!


I jeszcze kilka kadrów ze środka...


 



 


Prawda, że pięknie?

-(-@

wtorek, 14 maja 2013

Recyklingu oraz wyróżnień ciąg dalszy

Ten miesiąc cały zapowiada się pod znakiem recyklingu ;-) Wyzwanie w KTM, wymianka u Etoile... Dzięki świeżym zapasom energii, jakie przywiozłam z majowego weekendu (a myślę, że także z chęci uratowania gromadzonych po kątach szpargałów przed wyrzuceniem do kosza podczas wiosennych porządków...), pojawiło się u mnie kilka prostych "odpadkowych" drobiazgów - które na dodatek chyba nieźle się komponują z innymi, czasem mocno już wiekowymi ;-)


Zaczynając od góry: prosta, regulowana bransoletka z woskowanego sznurka, do której doczepiłam małego pudelka ozdobionego masą perłową. Wykorzystałam tu pojedynczy kolczyk, znaleziony gdzieś na chodniku przez mojego syna, który sroczy talent do wypatrywania wszystkiego, co się świeci odziedziczył po jednej z babć :-)) Czarna bransoletka o rockowym charakterze to połączenie pasków skóry oraz metalowych oczek od starych pantofelków mojej mamy ;-). Zrobiłam ją gdzieś na przełomie podstawówki i liceum (czyli dawno, dawno temu...). Chyba nadal nieźle się prezentuje i nikomu nie dam sobie wmówić, że w moim wieku nosić jej już nie wypada (ps. to samo dotyczy glanów ;-) )...

Jasnobeżowa plecionka to tymczasem próbka moich sił w dziedzinie makramy (tutorial, z którego korzystałam dostępny jest TUTAJ). Zamiast regulowanego sznurka wykorzystałam jednak mocną czarną gumkę o okrągłym przekroju. Podwójny pleciony rzemyk poniżej był kiedyś gorsetowym wiązaniem przy jeansowej spódnicy, a warkocz z grubej skóry w kolorze karmelowym to pozostałości z... fartucha spawalniczego mojego taty. On sam uszył sobie z niego swego czasu pokaźną torbę na ramię (na ryby, grzyby, narzędzia itp. - w zależności od potrzeby chwili), a ja zagospodarowałam resztki, z których powstała m.in. ta bransoletka.

Na samym dole widoczna jest bransoletka, do wykonania której użyłam kolejnego zestawu guzików - a właściwie kołeczków - z moich zapasów; wybrałam te w kolorach kawy, szafiru oraz śliwki. W charakterze stojaka na biżuterię zatrudniłam natomiast wysoki i odpowiednio wąski słoiczek wypełniony dobraną kolorystycznie szyfonową apaszką...

-(-@

Teraz z trochę innej beczki: chyba zaczął się sezon na wyróżnienia, bo właśnie otrzymałam zaproszenie po następne - znów  hurtowo - od Magdy Z. z "domowego kącika" - szczegóły TUTAJ. Serdecznie dziękuję :-))

 W pakiecie z wyróżnieniami otrzymałam następującą listę pytań, na które od razu odpowiadam:
  1. Ulubiona biżuteria? - czyste srebro w ciekawym, niezbyt nowoczesnym, wykonaniu...
  2. Jakie kwiaty lubisz najbardziej? - o tej porze roku chyba fiołki i konwalie...
  3. Gdybyś mogła wybrać miejsce, w którym chciałabyś zamieszkać, gdzie by to było? - myślę, ze na Orawie  - oczywiście przez wzgląd na Babią Górę, która pięknie nad nią góruje ;-)
  4. Co Cię inspiruje?? - przyroda... piękne przedmioty... ciekawi ludzie... po prostu życie...
  5. Dlaczego zajęłaś się rękodziełem?? - prawdę mówiąc nie pamiętam, gdyż byłam wtedy na etapie podstawówki... ale na pewno sporo było w tym ręki pani Krystyny Sienkiewicz i pewnej jej książki ;-)
  6. Twoje wymarzone wakacje? - włóczenie się z plecakiem po górach, bez limitu urlopu :-))
  7. Ulubiony drink? - nie przepadam za alkoholem, więc chyba nie ma takiego... 
  8. Twoja zaleta? - dociekliwość... zaangażowanie...
  9. Twoja wada? - nadgorliwość ?! oraz słomiany zapał, gdy to co robię, nie daje mi od razu takiej satysfakcji, jakiej oczekiwałam...
  10. Co lubisz tworzyć najbardziej? - hmmm... myślę, że właśnie coś z niczego...
  11. Ulubiona książka? - jest ich spora lista, np. w moim bloggerowym profilu ;-)
A teraz wybaczcie, ale ze względów czasowych nie jestem w stanie przygotować listy kolejnych nominacji. Po wyróżnienia zapraszam więc wszystkich, którzy do mnie zaglądają, a sami także blogują, komentują i... mają ochotę się poczęstować :-)

-(-@

Teraz kolejna dawka radości: na minione niedzielne popołudnie "wyskoczyła" mi z zaledwie kilkudniowym wyprzedzeniem organizacja komunii, a mówiąc dokładniej zabaw i zajęć plastycznych dla dzieci w czasie imprezy pierwszokomunijnej w pobliskiej miejscowości... Ponieważ chciałam być przygotowana na każde warunki pogodowe, lokalowe i "humorkowe" dzieciaków, więc jeszcze na pół godziny przed wyjazdem dorzucałam do mojej "magicznej torby" - jak to określiła jedna z dziewczynek - wszystko, co ewentualnie mogłoby się przydać ;-))

I chyba się udało, bo młodsza siostrzyczka głównego bohatera uroczystości dopytywała się, czy na jej komunii też będę ;-)) Absolutnym hitem stało się proste origami - np. miniaturowe gwiazdki, torebeczki, domki itp. Część pomysłów zaczerpnęłam ze studenckich notatek (w tym mini-kursu pedagogiki zabawy), część z gazetki, a część podpatrzyłam w necie, do czego dobrowolnie się przyznaję i za co bardzo dziękuję :-)) Szkoda, że nie mam zdjęć, ale nie bardzo wypadało robić...

-(-@

Na zakończenie trochę żalu... Miałam wielką ochotę wziąć udział w sobotniej akcji szycia jasiów, o której dowiedziałam się z bloga Diany, ale niestety, nie zawsze człowiek jest (jedynym!) panem swojego czasu... Ostatnio, za sprawą zawirowań zawodowych, brakuje mi go nawet dla rodziny, która - co było do przewidzenia - zaczęła w końcu upominać się o swoje prawa!

 
 
Tym razem pałeczkę przejęli moi synowie, którzy przygotowali mi na sobotę taaaaaką listę zakupów, że nie dałam rady się wymigać :-( Po ich garderobie chyba najlepiej widać upływ czasu - po prostu rosną i gdy tylko przyszły pierwsze upały okazało się, że najzwyczajniej w świecie "nie mają co na siebie włożyć"... I to dosłownie - począwszy od kwestii butów, a kończąc na czapkach z daszkiem ;-)

-(-@

Ale się dziś rozpisałam... Chyba wystarczy, bo jutro czeka mnie ważny dzień (ale o tym na razie cicho szaaa...) i  powinnam być wyspana :-))

wtorek, 7 maja 2013

Mały recykling i szydełkowe wyróżnienie

Na początek dzisiejszego wpisu zaproszenie: na klubowym blogu Twórczych Mam ukazał się właśnie post z kolejnym miesięcznym wyzwaniem - tym razem recyklingowym, a wśród interpretacji tematu m.in. mój naszyjnik, zrobiony z ozdobnych metalowych guziczków oraz resztek fioletowych włóczek, których długość nitek wystarczała na jedno okrążenie słupków ;-)


Doszłam do wniosku, że szydełkowe kółeczka swoje już odleżały w przysłowiowej szufladzie i najwyższy czas je w końcu wykorzystać. A jeżeli chodzi o guziczki, to nie mam nawet pojęcia, sprzed ilu pochodzą lat... W każdym razie ani trochę nie przypominają tych, które widuję w zaprzyjaźnionej pasmanterii. Wiem tylko, że przybyły zza naszej zachodniej granicy i kiedyś należały do kobiety prowadzącej tam zakład krawiecki. Odkąd trafiły w moje ręce strasznie mnie korciło, żeby coś z nich skombinować... Choć z drugiej strony już patrzenie na nie to nie lada przyjemność, są piękne same w sobie i chyba bardzo ciężko byłoby mi się z którymś z nich rozstać...

-(-@

A propos szydełkowania... Od Wioli z "Wioletkowego skrawka nieba" dostałam właśnie wyróżnienie "Wieczór we dwoje czyli Szydełko i ja", które przekazywane jest osobom prowadzącym bloga i mającym mniej niż 300 obserwatorów. Czy tylko szydełkującym? Takiej informacji nie znalazłam, ale nazwa na to by wskazywała...


Wioli za to urocze wyróżnienie bardzo dziękuję :-)) 
 
Kolej na moje nominacje - tym razem nie będę się migać ;-):

http://iwogg.blogspot.com/ - szydełkowa biżuteria z drucików
http://kaciksznurkaiszydelka.blogspot.com/ - szydełkowe cuda ze sznurka
http://szycieisabell.blogspot.com/ - jeśli w szydełkowaniu rozkręci się tak, jak w szyciu, to ho!ho!
http://wmalymdomku1.blogspot.com/ - z powodzeniem zamieniła biżuterię na szydełko
http://handmade-anko.blogspot.com/
http://dzielamadame.blogspot.com/
http://iwona-reczniemalowane.blogspot.com/
http://ashkiteam.blogspot.com/
http://damurek2.blogspot.com/
http://misiowyzakatek.blogspot.com/

oraz z innego blogo-świata:  http://fascinata.blox.pl/html, - mój niedościgniony wzór szydełkowej fantazji i kreatywności!

Wymieniać mogłabym jeszcze bardzo długo, ale inne szydełkowe blogi, które zdarza mi się odwiedzać nie spełniają kryterium "poniżej 300 obserwatorów"... 

A teraz małe wyjaśnienie: wiem, że nie wszyscy autorzy stron, które wymieniłam, przyjmują wyróżnienia, ale mimo wszystko postanowiłam umieścić ich blogi na swojej liście z jednego prostego powodu: ponieważ naprawdę podziwiam to, co prezentują. A do kontynuowania zabawy nikogo nie zmuszam ;-)

-(-@

Na zakończenie mała niespodzianka przyrodnicza: na skraju lasu, niedaleko mojego domu wypatrzyłam niedawno kępkę fiołków. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nie są one fioletowe, czy chociażby liliowe, ale... śnieżnobiałe! Takie fiołki albinosy ;-) Śliczne, prawda?


-(-@

poniedziałek, 6 maja 2013

Wyniki candy i zaległe wyróżnienia

Po statystyce dzisiejszych wejść na bloga widzę, że co poniektórzy nie mogą się doczekać wyników candy, więc nie będę Was dłużej trzymać w niepewności... Do wyboru zwycięzcy zatrudniłam całą swoją domową ekipę: najpierw moi mężczyźni wyciągnęli po jednym losie z wypisanym nickiem, a następnie - już samodzielnie - z trójki półfinalistek wybrałam tę jedną szczęśliwą karteczkę, na której napisane było...

Handmade nocą...

Serdecznie gratuluję i proszę o maila z adresem do wysyłki :-)

-(-@

Teraz wypadałoby odpowiedzieć na pytanie zadane przez jedną z uczestniczek, a mianowicie za co ja lubię wiosnę? Za kolory, zapachy i dźwięki, które o żadnej innej porze roku nie działają tak silnie na moje zmysły...


-(-@

A teraz przyszłą chyba najwyższa pora na zaległe wyróżnienia. Hmmm... Niektóre nawet bardzo zaległe, bo aż sprzed  miesiąca, ale jakoś się nie składało, żeby o nich wspomnieć. Pierwsze otrzymałam od Magdy Z. prowadzącej bloga "w domowym kąciku".


A oto moje odpowiedzi na pytania Madzi, otrzymane w pakiecie z wyróżnieniem:
  1. wiosna czy lato?? ze względów temperaturowych - wiosna :-)
  2. słońce czy cień?? cień  - z tych samych względów ;-)
  3. wschód czy zachód słońca?? zachód - ten najpiękniejszy oglądałam dwa lata temu, gdy po całym dniu deszczu, gruba warstwa chmur (oraz gór pod nimi) została pięknie oświetlona od dołu przez chowające się słońce...
  4. sprzątanie czy gotowanie?? a co, jeśli ani jedno ani drugie...?
  5. owoce czy warzywa?? owoce
  6. kawa czy herbata?? herbata bez teiny - czyli 100%-owo owocowa
  7. plaża czy góry?? GÓRY!
  8. łąka czy las?? las (w lesie spędziłam praktycznie całe moje dzieciństwo... a poza tym patrz: punkt 2)
  9. spacer czy jazda na rowerze?? rower  - spacerować może będę, jak nie dam już rady na niego wsiąść ;-)
  10. ognisko czy grill?? oczywiście, że ognisko
  11. opisz jedno ze swoich marzeń...?? malutki domek z pełnym starych drzew dużym ogrodem, po którym biega bernardyn... i oczywiście poszarpany horyzont za oknami :-))
-(-@

Kolejne dwa wyróżnienia dostałam hurtowo od Urszuli M. oddającej się robótkom "w deszczowy dzień"


Dla przypomnienia: nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. I ważne: Nie wolno nominować bloga, który cię nominował...

Urszula nieco zmieniła zasady, prosząc o pokazanie 11 ulubionych postów z różnych blogów. Nad tym zadaniem będę musiała spędzić jeszcze trochę czasu i postaram się wywiązać z niego w tym miesiącu ;-). Chociaż jedno mogę zdradzić: prym w zamieszczaniu postów, które po prostu mnie rozbrajają wiedzie Grarzynka.


Zasady przyznawania wyróżnienia The Versatile Blogger są następujące: Podziękować za wyróżnienie na blogu, od którego dostało się nominację. Pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie na blogu. Ujawnić 7 faktów o sobie. Nominować 15 blogów, które zasługują na wyróżnienie.

 -(-@

 Jeśli chodzi o moje nominacje, to także nieco ponaginam zasady ;-) 
- pierwsze wyróżnienie przekazuję moim 10 najświeższym obserwatorom; obserwowanie bloga nie było warunkiem uczestnictwa w candy, a jednak kilka osób postanowiło zostać u mnie na dłużej :-)
- z przekazaniem drugiego poczekam, aż uzbieram te kilkanaście najbardziej interesujących postów, śledząc Wasze blogi - trochę cierpliwości ;-)  
- trzecie wyróżnienie przekazuję uczestnikom mojego jubileuszowego candy (pod warunkiem, że mają na nie ochotę, a jednocześnie prowadzą bloga zawierającego więcej ich własnej twórczości, niż informacji o rozdawajkach...)

Dlaczego tak? Dlatego, że siedem faktów o sobie (a właściwie to chyba nawet więcej...) już kiedyś ujawniałam, a pakiet moich 11 pytań również swego czasu powędrował w przestrzeń blogową (kto zagląda do "Mojej szydełkowej bajki" nie tylko przy okazji candy, ten na pewno je znajdzie i odpowie na nie częstując się wyróżnieniem...)
 
-(-@ 

 Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wspólną zabawę :-) 
 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Kolorowanki na zamówienie

Właściwie to zaczęło się od księżniczek... Ale że wszystkie były naszkicowane w jednym egzemplarzu i od razu potraktowane kolorowymi kredkami przez nasze kochane przedszkolaczki, więc musiałabym je przerysować, aby znów mogły pełnić funkcję kolorowanek.

Później przyszła kolej na smoki...

Aż w końcu dzieci zaczęły przynosić swoje ulubione zabawki, żeby "ciocia" rysowała ich portrety. Tym razem każdy szkic odbijałam na ksero, aby za kilka dni (albo minut ;-) ) nie rysować tej samej figurki... A przy okazji po jednym egzemplarzu zostawiłam dla siebie :-) Są to szkice wykonywane "na szybko", najczęściej po prostu czarną kredką, więc proszę Was o wyrozumiałość.

Tego misia poniżej chyba specjalnie przedstawiać nie trzeba ;-)

 była jeszcze miniaturowa laleczka,

 wyścigówka (imienia niestety nie pamiętam) z bajki "Auta 2",

kapitan Hak  (za modela służyła figurka z zestawu Happy Meal...),

oraz Jake (z bajki "Jake i piraci z Nibylandii")...
 
 A na koniec kolorowanka przygotowana dla koleżanki nauczycielki do tematu o zdrowym odżywianiu, realizowanego w grupie starszaków...

Powstała jeszcze cała seria traktorów (rysowanych dla chłopca, który niczego innego nie chciał kolorować) oraz inne filmowe (i nie tylko) samochodziki, ale wszystkie zdążyły już wywędrować z przedszkola...
-(-@

Nie są to jakieś artystyczne rysunki, ale przecież nie to jest najważniejsze... Dla mnie liczyło się, że mogłam dać coś z siebie dzieciom, przy okazji czerpiąc przyjemność z patrzenia na ich uśmiechnięte buzie, kiedy na kartce pojawiał się wyczekiwany rysunek. Mogłam... Dopóki jedna z nauczycielek nie stwierdziła, że nie można rysować "za dzieci", że powinny próbować robić to same (przy czym sama wciąż przynosi im oklepane kolorowanki znalezione w sieci). 

Hmmm... Czy tylko ja czegoś tu nie rozumiem?

-(-@

sobota, 20 kwietnia 2013

Finał wymianki "na dobranoc"

Pomysłodawczynią zabawy była Isabell, szyjąca niesamowite tildowe zabawki, a moją wymiankową parą Agnieszka Lewandowska ze słodkiego i bardzo kolorowego bloga  http://pierniczkowewybryki.blogspot.com/. Pomimo, że miałam dość długą przerwę w angażowaniu się w internetowe wymianki, to jednak tym razem temat okazał się tak inspirujący, że uległam mu bez najmniejszych wyrzutów sumienia ;-).

Pora na prezentację wymiankowych paczuszek. Ode mnie w pierwszej kolejności powstało szydełkowe ubranko na kubek w zestawie z dwiema podkładkami (przecież wieczornej herbatki czy kakao nie powinno się pić w samotności ;-) ). Każda z podkładek jest jakby negatywem drugiej, a że przeciwieństwa ponoć się przyciągają, więc niechaj moje dziergadełka dobrze spełniają swoje zadanie ;-))


Komplet biżuterii składający się z kolczyków i naszyjnika w ulubionej kolorystyce mojej pary, czyli połączenie granatu ze srebrem... Na zamówiony w zaprzyjaźnionej pasmanterii ciemnogranatowy kordonek z powodu okresu okołoświątecznego musiałam trochę poczekać, ale na szczęście udało mi się przygotować wszystko na czas...


Do książki obowiązkowo zakładka - oczywiście z motywem księżyców, zakończona - dla odmiany - gwiazdką... Przy tych księżycach strasznie się nakombinowałam, ale myślę, że efekt końcowy prezentuje się ciekawie :-)


A z okazji imienin, które zbiegły się z terminem zakończenia wymianki, posłałam Agnieszce własnoręcznie wykonaną karteczkę, ozdobioną moją pierwszą filcową różyczką!


W przygotowanej przeze mnie wymiankowej paczuszce znalazły się ponadto: książka z listy życzeń (kolorystycznie dobrana do zakładki ;-) ), kawka, herbatka i czekoladka, świeczka w kształcie uroczej vintage'owej wanienki - w sam raz na odprężającą wieczorną kąpiel, a w roli przydasi kawałek ciemnoniebieskiego filcu, garść turkusowych kamyczków oraz kolorowe świecidełka np. do karteczek. Tak prezentowała się zawartość przesyłki w komplecie:



-(-@

A co jest najlepsze na dobranoc zdaniem mojej pary, czyli Agnieszki? Oczywiście kołysanka!!! Zwłaszcza jeśli jest jednocześnie śliczna, słodka i pachnąca... Hmmm... Przyznam, że o takiej kołysance nawet nie śniłam! Sami zobaczcie co dostałam:
   

Miałam niezłą zabawę, próbując poskładać tę gwiazdkowo-literową kołysankę-rozsypankę :-) Ale chyba w końcu mi się udało! Pierniczki są tak misternie ozdobione, że aż szkoda je jeść... Na razie spróbowaliśmy więc po jednym, takim najmniejszym... Choć podejrzewam, że jak dobrze bym ich nie schowała, to przy moich kochanych łasuchach i tak wkrótce zaczną znikać w tajemniczy sposób ;-)


Oprócz pierniczków w paczuszce od Agnieszki znalazłam jeszcze gwiazdkowe kolczyki, scrapkową zakładkę do książki z motywem nocnej lampki, świeczuszkę (również w gwiazdki), opaskę na oczy, moje ulubione owocowe herbatki oraz czekoladowe mieszadełka do mleka - muszę je wypróbować przed snem ;-). 

 -(-@

Zgodnie z zasadami wymianki, w paczuszce miała się znaleźć jakaś lektura do poduszki. Dostałam więc "Cacko" Krystyny Sienkiewicz (listą życzeń czytelniczych wymieniłyśmy się z Agnieszką na początku zabawy). Jakiś czas temu przeglądałam tę pozycję w empiku i... ciężko było mi odłożyć ją z powrotem ma półkę. Uwielbiam poczucie humoru i podejście do życia tej kobiety! Jest niesamowita!!! 


Ale - zawsze jakieś "ale" musi się znaleźć... Tym razem również (i to na pierwszej stronie!). Jest to bowiem kolejna - po "Haftowanych gałganach", które zaczytuję od (nie powiem ilu...) lat - książka pani Krystyny zaczynająca się od fragmentu horoskopu, według którego nasze znaki zodiaku łączy (...nie, źle powiedziane, bo - logicznie rzecz biorąc - raczej dzieli...) zupełny brak zainteresowania, objawiający się wzruszeniem ramion. A to NIEPRAWDA!

-(-@

Na zakończenie tego - baaardzo długiego - posta, chciałam podziękować mojej parze za wspaniałą niespodziankę, jaką sprawiła nam swoją piernikową kołysanką! I oczywiście pomysłodawczyni wymianki - czyli Izabeli, za inspirujący wymiankowy temat :-) Pozdrawiam serdecznie! I oczywiście przypominam o moim jubileuszowym candy :-)

-(-@

wtorek, 9 kwietnia 2013

Jubileuszowe candy

Oto czytacie mój setny wpis na tym blogu, a licznik wejść przekroczył właśnie 9000 :-) Gdy zaczynałam przygodę z moją szydełkową bajką, takie liczby nawet mi się nie marzyły. Podobnie jak posiadanie grona wiernych obserwatorów - niektórzy są ze mną prawie od samego początku (tzn. od momentu, kiedy po kilku nieśmiałych wpisach zdecydowałam się blog upublicznić). To w dużej mierze dzięki Wam ten blog nadal istnieje, a ja wciąż mam ochotę dzielić się z Wami zarówno tym, co zrodzi się w mojej roztrzepanej głowie i powstanie w niespokojnych rękach, jak i tym, co przynosi życie...

Pomyślałam sobie, że istnieje tylko jeden słuszny sposób, aby to uczcić - zorganizowanie candy!

Do przygarnięcia jest ten oto wiosenny naszyjnik plus jeszcze coś do kompletu...


Zasady udziału w zabawie:

- komentarz pod tym postem, a w nim krótka odpowiedź na pytanie: za co lubicie wiosnę (lub też nie lubicie, gdyż różnie z tym być może...)
- podlinkowany do niniejszego posta banerek informujący o candy, umieszczony na Waszym blogu
- osoby nieblogujące (tym razem szansa dla każdego) proszę o dopisanie w komentarzu swojego maila
- zapisy trwają do 05 maja, a losowanie zwycięzcy odbędzie się zaraz po majowym weekendzie

Zapraszam :-)

-(-@

niedziela, 7 kwietnia 2013

Kartka zainspirowana Calineczką

Bardzo rzadko biorę udział w wyzwaniach, gdyż niestety moja kapryśna wena ma zwyczaj pojawiania się wtedy, gdy sama ma na to ochotę ochotę, a nie kiedy ja jej potrzebuję ;-) Ale czasami mnie zdumiewa! Tak było dzisiaj, kiedy rozmawiałam sobie z Wiolą i przy okazji nadrabiałam zaległości w przeglądaniu wpisów na jej kolorowym blogu. Wiola ogłosiła niedawno bajkowe wyzwanie pod hasłem "Calineczka" i oto co przed chwilą urodziło się u mnie w związku z tym tematem:


Zamiłowanie do suszenia kwiatków, płatków tudzież innego zielska, pozostało mi chyba jeszcze od czasów szkoły średniej :-) Niestety, pracę pokazuję niejako pozakonkursowo, gdyż na zgłoszenie do całej bajkowej serii (swoją drogą bardzo inspirującej!) nie zdobyłam się z wyżej wymienionego powodu...

-(-@

sobota, 6 kwietnia 2013

Wiosno, wiosno, wiosno, ach gdzież ty?

Myślę, że Wam też brakuje odrobiny zieleni i w ogóle koloru... A tymczasem zamiast najzwyklejszej trawy na łąkach wciąż zalega szare pośniegowe błoto :-( Może, jeśli wszyscy zaczniemy zaklinać wiosnę, to w końcu uda się ją przywołać? Warto spróbować...

Ja przetestuję, czy uda się to zrobić przy pomocy naszyjnika...

...broszki...

...i torby - takiej w sam raz za wiosenny piknik ;-)

Może dołączycie do nas w Klubie Twórczych Mam lub u Wioli i razem wyczarujemy wiosnę?



-(-@

A wracając do wstępu mojego dzisiejszego posta: czasami zanim czegoś nie spróbujemy, nawet nie podejrzewamy, jaka siła w nas drzemie... I na dodatek może dać o sobie znać w najbardziej zaskakującym (i nie zawsze odpowiednim) momencie. Tak, jak przytrafiło się to Sonei - młodej dziewczynie, która nagle przekonuje się, że posiada bardzo silną magiczną moc. Dla niewtajemniczonych: jest to główny wątek Trylogii Carnego Maga autorstwa Trudi Canavan. 


 (zdjęcie pochodzi ze strony fanklubu Trudi Canavan pod adresem  

Serię te czytał najpierw mój starszy syn - gdy dwa lata wstecz dostał pierwszy tom stwierdził, że po raz pierwszy naprawdę trafiłam z prezentem gwiazdkowym (niestety, nigdy nie byłam w tym dobra :-(, zwłaszcza, jeżeli chodzi o najbliższych...). A gdy jakiś czas temu mnie choroba zmorzyła na tyle, że nie miałam siły ani ochoty nawet na robótki, w kilka dni pochłonęłam opasłe tomisko i... szybko sięgnęłam po kolejne (czas na lekturę znajdowałam nawet podczas piętnastominutowych zabiegów fizjoterapeutycznych, których serię zaliczyłam przed świętami).

Te książki pozwalają naprawdę odpłynąć. I uwierzyć we wszystko!

-(-@

PS. Ale się dziś rozpisałam... Oj, nazbierało się trochę ;-)

niedziela, 31 marca 2013

Wiosenne drzewo z Wielkanocnymi życzeniami

Dawno, dawno temu... (a przynajmniej takie mam wrażenie), na uroczym blogu Jutki wpadł mi w oko śliczny sznurkowy koszyczek z niebieskim wykończeniem, o TU... Napisałam w komentarzu, że chętnie bym go przygarnęła i na odzew nie musiałam długo czekać :-) Umówiłyśmy się na prywatną wymiankę. Ale, że obu nam zdrowie i życie płatało w ostatnich miesiącach różne figle, więc termin planowanego spotkania oddalał się w nieskończoność... A upominki już od jakiegoś czasu czekały (nie)cierpliwie w szufladach...

W prezencie ode mnie dla Jutki wyrosło kolejne haftowane drzewo. Tym razem wprowadziłam małą modyfikację i do ściegu łańcuszkowego dodałam kwiaty wykonane ściegiem margerytkowym. Moje dzieci od razu poznały, że to kwitnąca jabłonka :-) Wczesną jesienią, gdy powstawał jej projekt, nawet nie podejrzewałam, że przyjdzie jej pełnić rolę zwiastuna - tak bardzo ociągającej się z nadejściem - wiosny...


Po oprawieniu drzewko nie jest już niestety tak fotogeniczne :-(. Prawdę mówiąc fotografowanie haftu wykonanego błyszczącą nicią na połyskującej tkaninie, do tego umieszczonego w ramce za szybą to zadanie dla osób o baaaardzo mocnych nerwach...


Z uwagi na okres przedświąteczny (i w drodze rewanżu), do wyhaftowanego obrazka dołączyłam szybką recyklingową karteczkę. Z wpisów na blogu Jutki (m.in. relacji z warsztatów tworzenia wielkanocnych dekoracji) wiem, że ona również prezentuje podejście proekologiczne, więc w tym przypadku raczej nie obawiałam się, jak zostanie przyjęta.


Dla pierwszej spostrzegawczej osoby, która napisze w komentarzu właściwą odpowiedź na pytanie, czego użyłam do wykonania owej karteczki, przygotuję drobny upominek :-))

-(-@

A oto sprawca całego wymiankowego zamieszania, czyli malutki jutowy koszyczek, który tak mnie zauroczył ;-) I kilka dni temu trafił do mnie za pośrednictwem listonosza. Spotkanie spotkaniem - nie ucieknie, ale koszyczek to na Wielkanoc rzecz niezbędna, więc Jutka nic nie mówiąc posłała go do mnie... Bardzo Ci dziękuję za tę cudowną świąteczną niespodziankę :-))


Oprócz wymarzonego koszyczka, dostałam jeszcze śliczną karteczkę z wielkanocną aplikacją na grubym płótnie. Jutka stworzyła ich i posłała w świat chyba kilkadziesiąt! I do tego każdą inną! Niesamowita kobieta!! Prawda?!


Poczta tym razem również nieźle się spisała, bo moje upominki wysłane w odpowiedzi na przesyłkę od Jutki zdążyły dotrzeć na czas, czyli przed świętami :-))

-(-@

Razem z zaskoczonym zimową aurą króliczkiem/zajączkiem życzymy Wam Wszystkim 
zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych!


-(-@