Prawa autorskie

Wszystkie rękodzieła, wzory, opisy, projekty oraz inne zdjęcia zamieszczone w tym blogu, są mojego autorstwa i stanowią moją własność (chyba, że wyraźnie zaznaczę inaczej), w związku z czym ich kopiowanie, publikowanie (w całości lub w części), czy też wykorzystywanie w jakikolwiek inny sposób bez mojej zgody jest zabronione, gdyż stanowi naruszenie praw autorskich (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83). Ar_nika-(-@
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A jak to się zaczęło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A jak to się zaczęło. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 czerwca 2014

Haftowany kogucik

Na dnie szuflady wyszperałam ostatnio kogucika zainspirowanego - jakże by mogło być inaczej - "Haftowanymi gałganami" Krystyny Sienkiewicz.


Były to początki mojej przygody z haftem (czasy szkoły podstawowej...), więc bardzo Was proszę o wyrozumiałość, jeśli chodzi o technikę, szaloną kolorystykę (!) jak i estetykę wykonania...


Stanowił mieszaninę chyba wszystkich znanych mi wtedy technik hafciarskich i posiadanych rodzajów tworzywa - od muliny, poprzez kordonek,  na bawełnianych i jedwabnych niciach kończąc ;-)


W założeniu miał pełnić rolę kuchennej makatki, ale okazało się, że moja mama nie bardzo gustuje w tego typu sielskich klimatach, więc w końcu do mnie wrócił...


Szkic kogucika zrobiłam sama, a potem ganiłam się w myślach za ilość piór w ogonie, które trzeba było jakoś wypełnić - w jednym miejscu wstawiłam nawet kawałek ozdobnego sznurka ;-)

-(-@

poniedziałek, 17 lutego 2014

Makramowy pasek

Wpadł mi jakiś czas temu w ręce podczas przerzucania szafy więc... postanowiłam się nim pochwalić ;-) Bądź co bądź jest to największa makramowa robótka, z jaką się zmierzyłam. Dawno, dawno temu... czyli jakoś pod koniec podstawówki... ewentualnie na początku liceum - pamięć niestety już nie ta ;-). Że też chciało mi się plątać w tych metrach sznura! Pasek wciąż mi służy, choć od ciemnych jeansów w kilku miejscach pojawiły się na nim błękitne przebarwienia...


Oj, zebrało mi się na wspominki ;-)

-(-@

wtorek, 24 lipca 2012

Serwetki szydełkowo-hafcikowe

Dziś - zgodnie z obietnicą - coś robótkowego. A przy okazji jeden z dowodów na moją "niewierność" określonej technice - o której wspominałam w poprzednim poście ;-) Dwie serwetki ozdobione haftem, a wykończone szydełkową koronką (choć w jednym przypadku koronka, to zdecydowanie za duże słowo...)

Biała to mój - jeszcze świeży - lifting gotowej serwetki wyszperanej w SH (w oryginale: kwiatowy nadruk i maszynowe obrębienie zygzakiem brrrr!) Dostrzegłam w niej jednak pewien potencjał... Nadruk zasłoniłam haftem - starając się zachować kolorystykę. Nie przewidziałam tylko jednego: obrabianie szydełkiem (grubość: 0,5!) tak śliskiej i skłonnej do zaciągnięć tkaniny było prawdziwą katorgą. Ale efekt chyba wart poniesionego wysiłku.


Zbliżenie na hafcik oraz koronkę - wycięte brzegi na jednym z rogów stanowiły nie lada wyzwanie...


Serweta w kolorze naturalnego płótna to... pamiątka jeszcze z okresu szkoły podstawowej! Tak, tak, chodziłam do szkoły w czasach, kiedy na tzw. "zetpetach" chłopcy wbijali gwoździe i lutowali kabelki, a "dziewczęta" - jak mawiała nasza pani Cecylia, szyły, szydełkowały i uczyły się gotować :-). Do kompletu była jeszcze druga serwetka oraz bieżnik, ale nie udało mi się ich odnaleźć.


Na zbliżeniu widać nieprawne jeszcze ręce - haft to właściwie tylko kontur wyszyty sznureczkiem...


Swoją drogą, róże i winogrona to moje ulubione kuchenne motywy... No, może dodałabym do nich jeszcze jabłuszka :-))

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Dawno, dawno temu...

Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej bawiłam się w szycie zabawek. W sklepach było wtedy raczej pusto, a poza tym rodzice mieli dużo poważniejsze wydatki, więc maskotki dla siebie i siostry szyłam własnoręcznie. Większość z nich nie przetrwała upływu czasu, ale coś jednak udało mi się zachować: mojego ukochanego wielkiego psa (zresztą nie tylko mojego - koty też lubiły na nim polegiwać ;-) ).

Niestety, nie w całości... Głowa osobno, tułów osobno, skajowe oczy rozpadły się na skutek upływu czasu... A do tego zaginęła gdzieś najważniejsza część psiej morfologii! Diabeł ogonem nakrył! Albo sobie pożyczył, bo właśnie o tę część maskotki chodzi... Ale jak tylko odnajdę na strychu zagubiony psi ogon, na pewno się pochwalę ;-) Pozostałe zwierzaczki rozeszły się gdzieś po świecie, maltretowane przez kolejne pokolenia rodziny i znajomych. Nie wiem, czy któreś jeszcze istnieje... Popytam. A może jednak?

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

A jak to się zaczęło?

Rękodzieło od dziecka było moją pasją. Haftowanie, szydełkowanie, makrama, aplikacje, masa solna, wycinanki (o scrapbookingu nikt jeszcze wtedy nie słyszał), trochę szycie, a przede wszystkim wykonywanie przeróżnych domowych dekoracji.

Zwykle miałam jednak pewien kłopot: słomiany zapał, który usilnie przeszkadzał mi doprowadzać do końca robótki wymagające większego nakładu czasu i cierpliwości... Na szczęście wydaje mi się, że ten problem mam już za sobą, bo szydełkowe anioły trzymają mnie już od kilku lat...

Na tym blogu znajdą się zarówno moje aktualnie powstające rękodzieła, jak również te sprzed kilkunastu, czy nawet dwudziestu kilku lat, nie zawsze dopracowane, częściowo zapomniane, mieszkające w pudłach na strychu...

Jedną z pierwszych moich robótek, z czasów szkoły podstawowej, była owalna poducha z aplikacją psiej pary, wykonana według wzoru zamieszczonego chyba w przyjaciółce. Była jeszcze druga - kocia wersja, ale wybrałam tę. Podejrzewam, że gdybym dobrze poszperała, to pewnie jeszcze bym ją znalazła w jakiejś teczce ;-). Teraz byłoby łatwiej - mając do dyspozycji powiększające ksero, ale wtedy trzeba było samodzielnie przerysować wzór w większym formacie. Wyszło chyba nie najgorzej... 


Przy szyciu maszynowym trochę pomagała mi wtedy mama, reszta to już moje dzieło. Trochę krzywe, trochę niedopracowane, ale od czegoś trzeba było zacząć ;-). Z czasem poducha wymagała pewnych poprawek, m.in. wymiany oczu. Oryginalne były wykonane z białego i czarnego skaju, który nie wytrzymał próby czasu i zwyczajnie popękał. Podobnie czas obszedł się z cekinami na obrożach - z tych dawnych pozostał jeden.