Prawa autorskie

Wszystkie rękodzieła, wzory, opisy, projekty oraz inne zdjęcia zamieszczone w tym blogu, są mojego autorstwa i stanowią moją własność (chyba, że wyraźnie zaznaczę inaczej), w związku z czym ich kopiowanie, publikowanie (w całości lub w części), czy też wykorzystywanie w jakikolwiek inny sposób bez mojej zgody jest zabronione, gdyż stanowi naruszenie praw autorskich (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83). Ar_nika-(-@

piątek, 4 maja 2012

Jak podlinkować zdjęcie na blogu?

Nabrałam dziś ochoty na candy. Zrobiłam wszystko, co było trzeba, aby ustawić się w kolejce po cudeńka robione przez blogowiczki. Tylko z podlinkowywaniem coś mi nie wyszło...

Korzystałam z instrukcji na stronie http://forum.blogowicz.info/topics106/blogger-jak-podlinkowac-zdjecie-w-bocznym-menu-vt5033.htm, ale przy moich zdjęciach nie ukazały się podpisy.

Prawdę mówiąc nawet zdjęcia nie do końca się ukazały - widać tylko ich fragmenty, bo sa straaaasznie duże. Może któś mi podpowie, co zrobić, żeby było je widać w całości? Trochę techniki i człowiek się gubi ;-)

środa, 2 maja 2012

Skórzany wisior

Nie pamiętam dokładnie, jak dawno temu  zrobiłam ten wisiorek. Na pewno nie miałam jeszcze wtedy własnej rodziny, czyli baaardzo dawno. I tak mi przypasował, że (z niewielkimi przerwami) wciąż go noszę!

Powstał spontanicznie z tego, co akurat było pod ręką, czyli z połączenia dwóch rodzajów skóry: czarnej licowej, dającej się miękko układać oraz grubego i sztywnego zamszu w rudobrązowym odcieniu. Do tego kawałek brązowego rzemyka i metalowe kółeczko do zawieszania.

W latach... hmm... że tak powiem młodzieńczych, służył mi jako medalion do chowania zdjęć wakacyjnych miłości, czy innych niewielkich pamiątek. Potem przez pewien okres leżał zapomniany w pudełku na strychu (na licówce czas odcisnął swoje piętno w postaci kilku śladów mysich zębów).

Aż kilka lat temu znów się z nim przeprosiłam i odtąd dość często go zakładam ;-)

wtorek, 1 maja 2012

Tym razem nie szydełkowo

Urzekła mnie kiedyś atłasowa nitka, której moja mama używała do szycia cienkich bluzek. Wybrałam szpulki o naturalnych zółto-zielonych odcieniach, do tego kawałek strechowego weluru, który usztywniłam samoprzylepną fizeliną. Początkowo miał kolor czarny, ale z czasem wyblakł na słońcu zbliżając się bardziej do ciemnej zieleni i chyba nawet mu z tym do twarzy :-).

W rezultacie zaczęły powstawać takie oto drzewa:

Pierwsze wyhaftowałam w wolnych chwilach po urodzeniu starszego syna...

Kolejne powstało, gdy miałam już dwóch urwisów...

























Trzecie dostało na urodziny moje kochanie :-)

Wzory kilku następnych czekają na swoją kolej - nie tylko narysowane, ale nawet tkaninę usztywniłam zanim mój słomiany zapał zdążył ostygnąć...

 A zainspirowała mnie... rajska jabłoń pani Krystyny Sienkiewicz, której zdjęcie znalazłam w książce pt. "Haftowane gałgany".

-(-@

Zawieszka na okno



Znalazłam za śmiesznie niską cenę drucianą ramkę w złotym kolorze z haczykiem do powieszenia. Tym razem nie schowałam jej do szafy, tylko zabrałam się za szydełko i nie odłożyłam go, dopóki nie wypełniłam okręgu trójwymiarową różą w wianuszku liści. 

I to właśnie liście sprawiły mi najwięcej kłopotu. Uparłam się bowiem, że skończę robótkę jedną nitką, bez jej ucinania. Nieźle się nakombinowałam... Aż w końcu się udało! 

Do wykończenia zawieszki zostało jeszcze obrobienie całości szydełkiem. Na razie wszystko trzyma się na tym, co akurat miałam pod ręką, czyli drucikach od torebek do pakowania żywności... ;-)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Naprawdę próbowałam...


Ten blog miał być z założenia rękodzielniczy, czyli: delikatny, romantyczny, koronkowy itp. Od pewnego czasu z zazdrością obserwowałam tego typu strony prowadzone przez forumowiczki z Kaiem, czy Szyjemy po godzinach. Dziś na przykład przez cały wieczór radowałam oczy zdjęciami cudeniek ozdobionych techniką decupage. Są takie piękne... hmmm... można by wręcz rzec szykowne.
 
Tylko, że... to chyba jednak nie bardzo do mnie pasuje. Nie jestem słodka jak cukierek, delikatna jak koronka ani subtelna jak pąki róży. Dlatego postanowiłam nieco zmienić kolorystykę i wygląd strony, aby poczuć się tu bardziej "swojo". Może nie trafię od razu... co ja mówię: na pewno nie trafię od razu! Ale będę próbować nadal... aż w końcu się tu odnajdę...

Obok - świecznik mojego pomysłu, wykonany ze szklanego słoika ozdobionego szydełkową falbanką... Cienie, które rzuca na ściany i sufit poprzez ażur koronki tworzą niesamowity klimat...

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Dawno, dawno temu...

Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej bawiłam się w szycie zabawek. W sklepach było wtedy raczej pusto, a poza tym rodzice mieli dużo poważniejsze wydatki, więc maskotki dla siebie i siostry szyłam własnoręcznie. Większość z nich nie przetrwała upływu czasu, ale coś jednak udało mi się zachować: mojego ukochanego wielkiego psa (zresztą nie tylko mojego - koty też lubiły na nim polegiwać ;-) ).

Niestety, nie w całości... Głowa osobno, tułów osobno, skajowe oczy rozpadły się na skutek upływu czasu... A do tego zaginęła gdzieś najważniejsza część psiej morfologii! Diabeł ogonem nakrył! Albo sobie pożyczył, bo właśnie o tę część maskotki chodzi... Ale jak tylko odnajdę na strychu zagubiony psi ogon, na pewno się pochwalę ;-) Pozostałe zwierzaczki rozeszły się gdzieś po świecie, maltretowane przez kolejne pokolenia rodziny i znajomych. Nie wiem, czy któreś jeszcze istnieje... Popytam. A może jednak?

wtorek, 10 kwietnia 2012

Drobiazgi na choinkę

Właśnie minęła Wielkanoc, a ja tu o gwiazdce... Ale to mój pierwszy wolny dzień, hm... nie pamiętam od kiedy. Więc wykorzystałam go m.in. na zaległości blogowe ;-) Wielkanocne koszyczki też mam. Ale raczej poczekają na wykrochmalenie i zaprezentowanie do przyszłego roku...

środa, 7 marca 2012

Malinowe poncho

To (do niedawna...) była największa rzecz, jaką wydziergałam na szydełku. A zaczęło się od grubej malinowej spódnicy zrobionej na drutach i wypatrzonej w jakimś second handzie. Jej kolor tak mi się spodobał, że kupiłam, sprułam i (żeby zapobiec zanikowi weny twórczej) od razu zabrałam się do szydełkowania. Spędziłam nad robótką trzy i pół dnia. Tyle czasu zajęło mi skomponowanie wzoru i szydełkowanie. Ostatniego dnia dorobiłam już tylko golf  (korzystając z drutów na żyłce, za którymi niestety nie przepadam) i doczepiłam frędzle.

Za punkt wyjścia, jeżeli chodzi o kształt klinów, posłużył mi projekt koronkowego obrusa z jakiegoś zagranicznego czasopisma. Zmniejszyłam go o kilka modułów, aby poncho ładnie się układało. Wybrałam najprostszy wzór - siatki, żeby podczas pracy nie pruć i nie poprawiać błędów (straszne lenistwo z mojej strony!). Wzór kwiatów róży to tymczasem zmodyfikowany przeze mnie schemat jakiegoś haftu krzyżykowego.


-(-@

sobota, 3 marca 2012

Anioł Stróż

Kiedy urodziły się moje dzieci, po wielu trudach (zaczęłam robótkę, gdy było jedno, skończyłam jako mama dwójki...) uszyłam, naszyłam i wyszyłam dla nich Anioła Stróża. 

Wisiał jako makatka nad dziecięcym łóżeczkiem, choć właściwie nigdy nie udało mi się go skończyć. Cały czas miałam (i nadal mam) wrażenie, że czegoś mu brakuje... Tylko nie bardzo wiem, czego...

Początkowo myślałam o wykończeniu dołu jakąś aplikacją, albo obszyciu całości falbaną na kształt ramki. Potem w planach były trójwymiarowe kwiaty z tkaniny, następnie szydełkowe kwiaty i liście.

Na razie został taki, jaki był...

-(-@