Prawa autorskie

Wszystkie rękodzieła, wzory, opisy, projekty oraz inne zdjęcia zamieszczone w tym blogu, są mojego autorstwa i stanowią moją własność (chyba, że wyraźnie zaznaczę inaczej), w związku z czym ich kopiowanie, publikowanie (w całości lub w części), czy też wykorzystywanie w jakikolwiek inny sposób bez mojej zgody jest zabronione, gdyż stanowi naruszenie praw autorskich (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83). Ar_nika-(-@
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Kundelek teatralny

Ten psiak powstał z włóczkowych resztek jako kukiełka do przedszkola. 


Luźno zwisające łapy wesoło mu się majtają, kiedy jest umocowany na patyczku...

 
Potrafi też złożyć na przednich łapkach mordkę i słodko prosić ;-)


Wzór wzięłam zupełnie z głowy, chociaż pyszczek przypomina trochę Reksia ;-)

 -(-@

środa, 12 marca 2014

Krecik..

...czyli krótko mówiąc towarzystwo dla żółwia z jednego z ostatnich postów ;-)


Powstaje jeszcze jeżyk... Prawdę mówiąc to od niego zaczęłam, ale po kilkakrotnej próbie wydziergania mu kolczastego grzbietu z bardzo włochatej włóczki skapitulowałam i... zrobiłam całego gładkiego (strasznie łyso wygląda...) z zamiarem dorobienia mu kolców szydełkiem na wierzchu, ewentualnie wyszycia igłą (cały czas przy wykorzystaniu tej samej włóczki - ma śliczny czarno-biały cieniowany kolor), ale wyciąganie plączących się nieustannie włosków jest chyba nie na moje nerwy! Został jeszcze patent "dywanikowy", czyli dowiązywanie włochatej nitki po kawałku - tu jednak mam wątpliwości, czy nie jest na to za śliska i przypadkiem nie będzie się rozwiązywać... Na razie jeżyk wciąż czeka na ubranie. Może nie zmarznie - na dworze przecież coraz cieplej :-)

-(-@

wtorek, 25 lutego 2014

Był sobie żółw...

To, że zdecydowanie częściej ostatnio czytam, niż robótkuję, nie znaczy, że zupełnie odpuściłam! Pamiętacie książkę z wzorami na urocze szydełkowe miniaturki, na którą wymieniłam się swego czasu z maikową? Odleżała swoje i w końcu przyszedł na nią czas... Przy okazji wymagała trochę pracy lingwistycznej (jest po niemiecku), ale podstawowe zwroty udało mi się rozszyfrować. Tym samym do kotka od Ani i ośmiorniczki od Iwonki dołączyła moja pierwsza szydełkowa maskotka :-)



Żółwik (robiony na trzy "przysiady" ;-)) zamieszkał oczywiście w ciepłej, nadmorskiej zatoczce - wyczarowanej przez Moni, gdzie powinien czuć się jak w domu...


A na koniec nieco szersza perspektywa mojego robótkowego bałaganiku, czyli pękającej już w szwach winagowej szafeczki, którą upolowałam pod koniec wakacji. Pewnie kilkoro z Was wypatrzy tu coś swojego ;-) Na przykład sznurkowy koszyczek od Jutki wypełniony dopasowanym wielkością słoiczkiem pełni rolę przybornika na długopisy :-) Docelowo ma stanąć na biurku... którego nadal brak :-(


Mój kącik wciąż jeszcze powstaje, ale przynajmniej przestrzeń ponad nim jest już na wykończeniu! Do naszej sypialnej antresoli brakuje jeszcze tylko drabinki i zasłonek. Materiał już czeka, a ja też czekam... na odrobinę samotności, abym mogła rozłożyć maszynę do szycia - na razie bowiem każdą wolna przestrzeń w mieszkaniu zajmuje mój syn walcząc z feryjną pracą domową: ludzkimi postaciami naturalnych rozmiarów! 

-(-@

A wracając do tematu czytania... Zaopatrzyłam się ostatnio w pewien drobiazg (w dwóch rozmiarach), który bardzo pomaga w utrzymaniu otwartej książki - zwłaszcza przy mdlejących rękach:


Wygląda dość niepozornie, ale czasami może być wybawieniem. Jedyne co nam pozostaje do zrobienia, to przewracanie kartek... (na zdjęciu poniżej: ostatni tom Trylogii Zdrajcy, który czyta się jednym tchem!)


-(-@

czwartek, 10 stycznia 2013

Tym razem to nie ja...

...ale mój starszy syn jest wykonawcą prezentowanego rękodzieła - maskotki szytej podczas zajęć technicznych w gimnazjum, zgodnie z obowiązującym programem tego przedmiotu, który tak na marginesie bardzo mi się podoba - przynajmniej chłopcy (oraz oczywiście dziewczynki) będą potrafili zacerować rozdarte spodnie i przyszyć guzik do koszuli ;-)

Mój wkład ograniczył się jedynie do:
  • pomocy w narysowaniu formy pod wykrój (dzięki czemu miś - jako jeden z nielicznych w klasie - jest prawdziwą maskotką, a nie lalką voodoo...)
  • pokazania, na czym polega haft łańcuszkowy, którym wyszyta jest buźka maskotki (z krzyżykowym swego czasu sobie radził, więc tym razem też nie było problemów)
  • znalezienia tkaniny (chciałam, aby miś był "misiowaty", więc wybrałam gruby plusz, ale nie pomyślałam o stronie praktycznej, czyli trudności w jego zszywaniu - na szczęście moje dziecko jest baaaardzo cierpliwe...)
A oto efekt:

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Dawno, dawno temu...

Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej bawiłam się w szycie zabawek. W sklepach było wtedy raczej pusto, a poza tym rodzice mieli dużo poważniejsze wydatki, więc maskotki dla siebie i siostry szyłam własnoręcznie. Większość z nich nie przetrwała upływu czasu, ale coś jednak udało mi się zachować: mojego ukochanego wielkiego psa (zresztą nie tylko mojego - koty też lubiły na nim polegiwać ;-) ).

Niestety, nie w całości... Głowa osobno, tułów osobno, skajowe oczy rozpadły się na skutek upływu czasu... A do tego zaginęła gdzieś najważniejsza część psiej morfologii! Diabeł ogonem nakrył! Albo sobie pożyczył, bo właśnie o tę część maskotki chodzi... Ale jak tylko odnajdę na strychu zagubiony psi ogon, na pewno się pochwalę ;-) Pozostałe zwierzaczki rozeszły się gdzieś po świecie, maltretowane przez kolejne pokolenia rodziny i znajomych. Nie wiem, czy któreś jeszcze istnieje... Popytam. A może jednak?