Urzekła mnie kiedyś atłasowa nitka, której moja mama używała do szycia cienkich bluzek. Wybrałam szpulki o naturalnych zółto-zielonych odcieniach, do tego kawałek strechowego weluru, który usztywniłam samoprzylepną fizeliną. Początkowo miał kolor czarny, ale z czasem wyblakł na słońcu zbliżając się bardziej do ciemnej zieleni i chyba nawet mu z tym do twarzy :-).
W rezultacie zaczęły powstawać takie oto drzewa:
Pierwsze wyhaftowałam w wolnych chwilach po urodzeniu starszego syna...
Kolejne powstało, gdy miałam już dwóch urwisów...
Trzecie dostało na urodziny moje kochanie :-)
Wzory kilku następnych czekają na swoją kolej - nie tylko narysowane, ale nawet tkaninę usztywniłam zanim mój słomiany zapał zdążył ostygnąć...
A zainspirowała mnie... rajska jabłoń pani Krystyny Sienkiewicz, której zdjęcie znalazłam w książce pt. "Haftowane gałgany".
-(-@